15 czerwca spotkaliśmy się z Wami na trzeciej w tym roku wyprawie. Było bardzo wakacyjnie, bo pogoda jak w pełni lata i w dodatku nad jeziorem. A konkretnie, nad jeziorami – Babskim i Cyganek. W planach było też jezioro Uli czy też Ully ale to był chyba zbyt ambitny plan.
Zanim doszliśmy nad wodę przyglądaliśmy się sosnom masowo porażonym przez jemiołę, co jest zjawiskiem stosunkowo nowym i bardzo niepokojącym, świadczącym o słabej kondycji drzew w obliczu zmian klimatu. Podziwialiśmy też jeden z najpiękniejszych w regionie okaz dębu szypułkowego, rosnący przy parkingu. Rozważaliśmy o genezie powstania Jezior Babskich i związanym z tym ciekawym ukształtowaniem powierzchni. Przy brzegu znaleźliśmy liczne larwy chruścików, pełzające po dnie. Szukaliśmy jednego z naszych przyrodniczych symboli regionu – jezierzy morskiej. W tym celu posługiwaliśmy się specjalną kotwicą na linie. Sprawdziła się w boju, lecz niestety nasz plon był nader skąpy. Jedyną rośliną jaką udało się wyciągnąć z dna był wodny mech – zdrojek. Dużo ciekawszym „przyłowem” okazała się jakaś słodkowodna gąbka porastająca jedną z wyciągniętych zatopionych kłód. Było to przyczynkiem do rozważań na temat znaczenia takich zatopionych drzew, konarów, gałęzi dla organizmów wodnych, w tym ryb. Zwróciliśmy uwagę na żyjące w wodzie mięczaki, przede wszystkim na bardzo licznie występującą skójkę zaostrzoną, wrażliwą na zanieczyszczenie wody. Był też i rak, lecz niestety nie nasz szlachetny tylko obcy – pręgowaty, znacznie odporniejszy na zanieczyszczenia. Nad brzegiem jeziora Cyganek spotkaliśmy osobliwą turzycę nibyciborowatą oraz szalej jadowity. Dziwiliśmy się brązowemu kolorowi wody jeziora. Podziwialiśmy spotykane po drodze rośliny: kosaciec żółty, grążel żółty, rozchodnik wielki, dzwonek brzoskwiniolistny, kalinę koralową. Widzieliśmy liczne ślady żerowania bobra. Spotkaliśmy też owocniki osobliwego grzyba, który najprawdopodobniej był którąś z kustrzebek „wypaleniskowych”. Z drewnianego mostu nad Cybinką Maciej opowiadał o łęgu i rosnących w nim roślinach. Tu też zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie. Dużo emocji budziły rzuty kotwicą i oczekiwanie na jezierzę ale niestety jej nie znaleźliśmy. Być może po prostu jej nie było ale możliwe, że to jeszcze zbyt wczesna pora na nią. Żartowaliśmy, że tytuł wyprawy był puszczeniem oka do uczestników. Ale chyba najważniejszy jest dobry humor i podziw dla otaczającej nas natury oraz możliwość poznania interesujących gatunków i ciekawostek przyrodniczych. A tego nie zabrakło!
Bardzo dziękujemy wszystkim uczestnikom i zapraszamy na nasze kolejne wyprawy!
Poniżej fotorelacja: