Kasztelanki wybrały się w Beskid Niski w poszukiwaniu smaków i… znalazły się w „siódmym niebie”!
Jesienią, gdy poranne mgły snują się po dolinach, a na połoninach połyskują pierwsze przymrozki, w Beskidzie Niskim nadchodzi czas zbiorów tarniny. Krzewy o kolczastych gałęziach, porastające miedze, skraje pól i zdziczałe sady, oblepione są granatowymi owocami pokrytymi delikatnym nalotem. To właśnie te małe, cierpkie śliwki — tarniny — stanowią jeden z najstarszych i najbardziej charakterystycznych darów beskidzkiej przyrody.
Zbiory tarniny przypadają zwykle na październik i listopad, często dopiero po pierwszych przymrozkach.
Mróz łagodzi bowiem naturalną cierpkość owoców, nadając im subtelniejszy smak. Wtedy mieszkańcy wsi i wędrowcy z koszami wyruszają na zbocza i polany, gdzie tarnina tworzy gęste zarośla. Zbieranie nie jest łatwe — kolce potrafią solidnie ukłuć, a owoce ukrywają się wśród gęstych gałązek — ale to część uroku tej jesiennej tradycji.
Z zebranych owoców przygotowuje się nalewki, soki, dżemy i wina. Najbardziej znana jest nalewka z tarniny, o głębokim, rubinowym kolorze i łagodnym, lekko kwaskowym smaku. W dawnych beskidzkich domach tarninówka uchodziła za lekarstwo na przeziębienia i smutek zimowych wieczorów.
Zbiory tarniny to nie tylko praktyczny zwyczaj, lecz także element lokalnej kultury. W wielu wsiach Beskidu Niskiego zachowało się przekonanie, ze krzewy tarniny chronią gospodarstwa przed złymi duchami i „złym okiem”. Dlatego często sadzono je przy zagrodach, na granicach pól i przy kapliczkach.
Wędrując jesienią po beskidzkich ścieżkach można wciąż spotkać ludzi z wiadrami pełnymi granatowych owoców. Ich praca to część rytmu natury, który w Beskidzie Niskim wciąż bije spokojnie.
Zakochałyśmy się… w tym rytmie, naturze, smakach, urodzie i otwartości mieszkańców 🙂
Zapraszamy do naszego grona- napisz na: kasztelanki.ko@gmail.com